Nastał nowy poranek.Wszyscy mieszkańcy schronu nadal myśleli o wczorajszych wydarzeniach. To co się wtedy stało zmieniło ich postrzeganie świata na zawsze. Robili to co zwykle, poranna toaleta, ubranie się w porządne ciuchy oraz pranie już tych brudnych i przepoconych. Najpóźniej z wszystkich wstał Michał, czuł się dostatecznie źle. żeby powiedzieć, że w najbliższych dniach dobrze z nim nie będzie. Zajrzał do swojej osobistej apteczki.
-Kurwa ale mnie ta pierdolona zajebana ręka napierdala. I jak zwykle gdy coś jest potrzebne to tego kurwa zajebana mać nie ma! Ech... człowieku tylko się uspokój bo to może dla ciebie się źle skończyć.
W pośpiechu przeszukiwał kolejne malutkie regały jego szafki, z lekami. Modlił się w duchu, żeby znaleźć jakikolwiek lek przeciwbólowy. Gdy się uspokoił, ubrał się i chwiejnym krokiem wyszedł na główny korytarz "Azylu". Nie chciał nikomu pokazywać się na oczy, ponieważ nie miał ochoty przysparzać innym nerwów i kolejnych problemów. Udał się tym razem do toalety. Delikatnie obmył swoje rany oraz resztę ciała. Podszedł do lustra. Miał ogromne wory pod oczami, oraz sine i popękane usta.
- Boże jak ja wyglądam... Pomyślał i westchnął równocześnie.
Jego stan z minuty na minute się pogarszał, stąpał on coraz cięższym krokiem. Opierając się ścian poszedł do pomieszczenia sanitarnego. Zajrzał do regału z medykamentami i wziął spirytus. Zdjął opatrunek i polał nim rany postrzałowe. Wydał syk z bólu.
-Kuźwa czemu zawsze to tak musi boleć! Krzyknął ze złością.
Założył nowe bandaże, oraz łyknął 3 ostatnie tabletki przeciwbólowe. Zaczekał, aż zaczną działać i już bardziej pewnym krokiem wyszedł z pomieszczenia sanitarnego, zmierzał do kuchni. Byli tam Patryk, Maniek, Martyna, oraz Wiśnia. Wszyscy spojrzeli na niego, przypatrywali się chwilę, wtem Patryk się odezwał do Michała.
- Człowieku jak ty wyglądasz, co ci jest?
-Nawet nie pytaj, wczoraj dostałem dwie kulki, wdało się okropne zakażenie. A do tego wszystkiego leki się kończą. Myślę, że trzeba będzie niedługo wyruszyć i odnaleźć kolejny jeszcze nie całkowicie zszabrowany szpital.
-Ale przecież, już zebraliśmy wszystko ze szpitali, Wrzesińskich z Poznania i Środy Wielkopolskiej. Powiedział z lekkim zakłopotaniem Maniek
-Wiem, wziąłem to pod uwagę dlatego będzie trzeba wyruszyć gdzieś daleko. Odparł Michał.
- Tylko gdzie do Warszawy? Powiedział sarkastycznie Patryk.
- Tak, właśnie to miałem na myśli.
-Michał, nie mówisz poważnie.
Michał nie odpowiedział, co było znakiem, że jednak mówił prawdę. Wszyscy zaczęli rozmyślać, jak to możliwe, pójść tak daleko na pieszo. Jednocześnie patrzyli na Michała z osłupieniem. Po chwili odezwała się Martyna.
- W lodówce są zastrzyki z morfiną. Chyba ostatnie trzy.
-Skąd je masz? odezwał się lekko poddenerwowany Michał
Nie odpowiedziała.
- Dobra, jeszcze dzisiaj trzeba wyruszyć, tak więc Maniek, Patryk idziecie ze mną, i nie chce słyszeć żadnego słowa sprzeciwu, ruszcie dupę z tego krzesła i zacznijcie się pakować. Odparł stanowczym głosem Michał.
Mężczyźni wstali z krzeseł, i szybkim krokiem poszli do swych pokoi. Wyglądali na przestraszonych i przygniecionych rozmachem tej wyprawy.W głębi duszy nie chcieli iść. panicznie bali się, ale nie chcieli też zawieść Michała. Po chwili podszedł on do lodówki, i zaaplikował sobie zastrzyk morfiny, i otworzył napój energetyczny.
-Mówisz poważnie? Odezwała się z przestrachem Wiśnia.
-Tak, ja teraz nie mam zamiaru żartować, dobrze wiecie, że musiał nadejść ten moment.
-Ale jak my sobie poradzimy? Odparła Martyna
-Przecież idziemy tylko my trzej, a reszta z wami zostaje.
Martyna wiedziała to, jednak przy ich trójce czuła się najbezpieczniej. Próbowała go jeszcze zatrzymywać, ale stwierdziła, że to bez sensu. Zdawała sobie też sprawę z tego, że powoli zaczyna brakować najpotrzebniejszych rzeczy. Może na zewnątrz wyglądała jak kobieta z jajami, ale w głebi duszy była bardzo delikatną, kobietą, która była też jednym wielkim kłębkiem nerwów i wątpliwości. Kolejne sny pogarszały jej stan psychiczny ale doskonale to maskowała i nie dawała znaku, że jest z nią coś nie tak. Nie chciała przysparzać problemów Michałowi, bo w końcu to on zawsze jej doskonale słuchał i dobrze jej radził.
Po rozmowie, wszyscy zamilkli, gdy Michał dopił napój energetyczny zgniótł puszkę, wstał z krzesła i poszedł już wyprostowany i pewnym krokiem do swego pokoju. Wziął ze sobą wszystkie zastrzyki z morfiną. Otworzył drzwi od swojego pokoju i podszedł do odtwarzacza płyt CD. Z szafki wyjął doskonale zachowany egzemplarz płyty zespołu "Tool", album nosił nazwę "Lateralus". Pełna psychodelii piękna, i uspokajająca muzyka, wypełniła jego pokój oraz korytarze schronu. Zaczął codzienną rozgrzewkę. Miała w sobie podstawowe ćwiczenia, a dokładniej pompki, brzuszki i podciąganie na drążku którym, była stara stalowa rura od kanalizacji, która przebiegała wzdłuż jego pokoju. Po dość długiej rozgrzewce otarł pot z czoła i wyjął swój plecak. Najpierw spakował kilka zapasowych rzeczy, następnie bandaże, oraz dzianinę. Potem kilka magazynków, oraz granatów, i filtry do jego maski przeciwgazowej, oraz dwie paczki papierosów. i jego ulubioną zapalniczkę Zippo, którą uprzednio napełnił benzyną. Gdy się spakował założył jego czarne bojówki,i ramoneskę, wdział wypastowane dzień wcześniej glany i zaczął je dokładnie i bardzo mocno wiązać. Do tego wyjął jeszcze jego zmodyfikowany kombinezon Op-1, miał on wstawki kevlarowe oraz balistyczne, które ochraniały jego ciało przed kulami i zadrapaniami, oraz tu i ówdzie rozmieszczone kauczukowe kółka, od desek w celu lepszego przemieszczania się miedzy różnymi szczelinami. Przez te usprawnienia wyglądał nie co śmiesznie, ale jednak były one bardzo użyteczne. Po spakowaniu zaczął dokładnie czyścić i naoliwiać swoją broń. Po tej czynności pewnym krokiem wyszedł z pokoju, i poszedł po Patryka i Mańka.
-Gotowi, do drogi? powiedział optymistycznie Michał
-Zwarci, i pewni siebie. Opowiedzieli już w lepszym humorze.
Gdy ich trójka się zebrała poszli jeszcze po prowiant, oraz pożegnać się z mieszkańcami. Najgorzej przyjeła to Martyna, która w końcu pękła i wybuchła płaczem, rzuciła się na Michała i mocno go przytuliła. Jej łzy skapywały na gumowy kombinezon Michała. Wszyscy się wzruszyli i doskonale zdawali sobie sprawę, że mogą ich widzieć ostatni raz. Jednak Michał, Patryk oraz Maniek pełni humoru i optymizmu, pocieszali Martynę i resztę mieszkańców. Po chwili rozmowy o lekko humorystycznym charakterze poszli do wyjścia.
Wyszli na doskonale znany im plac. Gdy zobaczyli ich wartownicy, zdziwili się. Tego dnia byli nimi tata Martyny i Wiśni. Zapytali się niemal równocześnie trójki niesamowicie wyglądających stalkerów.
-Panowie, a dokąd to się wybieramy?
-Stolica na nas czeka proszę pana. Odparł z uśmiechem Michał.
Po tych słowach odpalił fajkę i poczęstował też nimi wartowników, oraz przyjaciół.
Pożegnali się również z nimi i poszli przed siebie. W pełni wyposażeni, podnieceni stalkerzy czuli entuzjazm i doskonale zdawali sobie sprawę, że jest to ich największa przygoda życia.
łohohoho, zajebiście się to zapowiada :D
środa, 27 sierpnia 2014
wtorek, 26 sierpnia 2014
Rozdział I epizod V: 26 lipca 2027 roku.
Po pochówki mutanta, mężczyźni udali się do schronu, gdy wszedli natychmiast z ogromnym smutkiem udali się do swoich pokoi. Kobiety doskonale wiedziały co czują, ponieważ odczuwały dokładnie ten sam smutek co oni były w identycznym szoku jaki teraz przeżywali po tym wstrząsającym wydarzeniu.Nikt nie odzywał się przez resztę wieczoru.Uderzyli w sen, oprócz Michała, który wziął swój dziennik do ręki i zaczął pisać.
"Kolejny trudny dzień, za nami, lecz ten był całkiem inny niż wszystkie. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do nowego świata, nie wiem czemu, po prostu nie potrafię. Tęsknie za zielonymi kwiatami, zgiełkiem w naszym mieście, wesołymi dzieciakami, które bawiły się zawsze na placu zabaw, a nawet za okropnymi dzieciakami wychowanymi w patologi. Tęsknie za wszystkim, co dzień patrze na swoją kartkę z wakacji. Ech szkoda gadać trzeba opatrzeć ramię i nogę, dostałem całkiem mocno, w ogóle mam szczęście, że nie był to pocisk wybuchający jakimi strzelał mutant. Najbardziej zadziwiła. Dobra opatrzyłem się, kule wyjęte, rana odkażona, i zabandażowana, mam nadzieje, że jutro będzie lepiej i nie w da mi się w nie zakażenie. Chociaż czemu nie byłbym sobie poleżał kilka dni. Jeszcze zauważyłem, że Partyk kulał na drugą nogę miejmy nadzieję, że to nic poważnego. Ciesze się, że nic nikomu się poważniejszego nie stało. Tutaj w takich warunkach, trudno postarać się żeby nie wdało się zakażenie, a potem gangrena albo inny syf. Albo mi się wydawało albo któryś z rodziców dostał gdzieś w tułów, ponieważ chyba tata Mańka trzymał brzuch i natychmiast biegł do pomieszczenia sanitarnego.Pamiętam jak podczas ostatniej walki niemal nie otarłem się o śmierć. Pocisk przeszedł mi wzdłuż policzka i rozdarł go na dwie części. Całkiem spoko to wyglądało, ale inni powoli zaczeli sie mnie bać więc zaszyłem to gówno, i jak narazie śladu po rozcięciu nie widać tylko gdzieniegdzie jeszcze szwy zostały. Aha zapomniałbym, Najbardziej zadziwiła mnie prawdziwość uczuć tego mutanta. Zawsze wydawało mi się, że mutki nie mają uczuć, są tylko górą mięśni, ale jednak pozory mylą. Może trzeba do nich dojść w odpowiedni sposób, uruchomić trybiki i naoliwić je. Mam nadzieje, że podczas najbliższej całkiem dalekiej wyprawy spotkam identycznego nadczłowieka, i uda mi się dotrzeć do jego uczuć, i przypomnieć mu kim kiedyś był. Bardzo dobrze było by gdyby ktoś taki stanął w naszych szeregach. To było niesamowite, nadal niemoge w to uwierzyć.Cały ten dzień był magiczny, oprócz tego zapamiętałem jeszcze morderczą walkę psów. I wzrok wdzięczności psa, którego ocaliłem przed śmiercią z głodu. Stwierdziłem, że pomimo tego jak wygląda na zewnątrz, jak zmienił się styl życia, ogólnie wszystko. To myśle, że nadal zwierzęta są takie same, potrafią okazać prawdziwą wdzięczność i miłość człowiekowi, jak tamten pies, dzięki niemu uwierzyłem, że jednak trzeba żyć mimo trudności jakie życie i los nam napatoczy, trzeba to pokonać i iść prosto, jak była kiedyś piosenka kultu chyba utwór nazywał się prosto.
Zaraz gdzieś miałem ich płytę. Tak jest dobra włączam mój odtwarzacz i?. Działa jest! Działa!. takie wiekowe urządzenie a działa! Coś zajebistego. Teraz tylko przypomnieć sobie stare czasy. A wracając do tematu to myśle, że jednak niektórzy ludzie zachowali człowieczeństwo nie zawładnęły nimi instynkty i nadal potrafią kochać... ech tylko żeby ta rana się niedługo wygoiła, bo jeśli nie to będzie naprawdę ciężko. Chyba będę już kończył. Aha no tak, dzisiaj mamy 27 lipca 2027 roku pisze to o godzinie 1:01. Ciekawe jakie okropieństwa, lub dobrodziejstwa przyniesie kolejny dzień."
Michał jeszcze popatrzył na dziennik ale go zamknął i odłożył wraz z piórem. Przypomniał sobie jeszcze triki z zapalniczką Zippo, oraz odpalił nią fajkę. Jego ulubionymi papierosami były "Camele" w żółtym opakowaniu, miał kilkanaście paczek przy sobie, zdobył je gdy był z Mańkiem i Martyną na wyprawie po pożywienie do ruin TESCO. Usiadł na łóżku i zaczął patrzeć na uspokajający ciepły płomień jego lampy naftowej. Gdy spalił papierosa zgasił go i ułożył się do snu.
"Kolejny trudny dzień, za nami, lecz ten był całkiem inny niż wszystkie. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do nowego świata, nie wiem czemu, po prostu nie potrafię. Tęsknie za zielonymi kwiatami, zgiełkiem w naszym mieście, wesołymi dzieciakami, które bawiły się zawsze na placu zabaw, a nawet za okropnymi dzieciakami wychowanymi w patologi. Tęsknie za wszystkim, co dzień patrze na swoją kartkę z wakacji. Ech szkoda gadać trzeba opatrzeć ramię i nogę, dostałem całkiem mocno, w ogóle mam szczęście, że nie był to pocisk wybuchający jakimi strzelał mutant. Najbardziej zadziwiła. Dobra opatrzyłem się, kule wyjęte, rana odkażona, i zabandażowana, mam nadzieje, że jutro będzie lepiej i nie w da mi się w nie zakażenie. Chociaż czemu nie byłbym sobie poleżał kilka dni. Jeszcze zauważyłem, że Partyk kulał na drugą nogę miejmy nadzieję, że to nic poważnego. Ciesze się, że nic nikomu się poważniejszego nie stało. Tutaj w takich warunkach, trudno postarać się żeby nie wdało się zakażenie, a potem gangrena albo inny syf. Albo mi się wydawało albo któryś z rodziców dostał gdzieś w tułów, ponieważ chyba tata Mańka trzymał brzuch i natychmiast biegł do pomieszczenia sanitarnego.Pamiętam jak podczas ostatniej walki niemal nie otarłem się o śmierć. Pocisk przeszedł mi wzdłuż policzka i rozdarł go na dwie części. Całkiem spoko to wyglądało, ale inni powoli zaczeli sie mnie bać więc zaszyłem to gówno, i jak narazie śladu po rozcięciu nie widać tylko gdzieniegdzie jeszcze szwy zostały. Aha zapomniałbym, Najbardziej zadziwiła mnie prawdziwość uczuć tego mutanta. Zawsze wydawało mi się, że mutki nie mają uczuć, są tylko górą mięśni, ale jednak pozory mylą. Może trzeba do nich dojść w odpowiedni sposób, uruchomić trybiki i naoliwić je. Mam nadzieje, że podczas najbliższej całkiem dalekiej wyprawy spotkam identycznego nadczłowieka, i uda mi się dotrzeć do jego uczuć, i przypomnieć mu kim kiedyś był. Bardzo dobrze było by gdyby ktoś taki stanął w naszych szeregach. To było niesamowite, nadal niemoge w to uwierzyć.Cały ten dzień był magiczny, oprócz tego zapamiętałem jeszcze morderczą walkę psów. I wzrok wdzięczności psa, którego ocaliłem przed śmiercią z głodu. Stwierdziłem, że pomimo tego jak wygląda na zewnątrz, jak zmienił się styl życia, ogólnie wszystko. To myśle, że nadal zwierzęta są takie same, potrafią okazać prawdziwą wdzięczność i miłość człowiekowi, jak tamten pies, dzięki niemu uwierzyłem, że jednak trzeba żyć mimo trudności jakie życie i los nam napatoczy, trzeba to pokonać i iść prosto, jak była kiedyś piosenka kultu chyba utwór nazywał się prosto.
Zaraz gdzieś miałem ich płytę. Tak jest dobra włączam mój odtwarzacz i?. Działa jest! Działa!. takie wiekowe urządzenie a działa! Coś zajebistego. Teraz tylko przypomnieć sobie stare czasy. A wracając do tematu to myśle, że jednak niektórzy ludzie zachowali człowieczeństwo nie zawładnęły nimi instynkty i nadal potrafią kochać... ech tylko żeby ta rana się niedługo wygoiła, bo jeśli nie to będzie naprawdę ciężko. Chyba będę już kończył. Aha no tak, dzisiaj mamy 27 lipca 2027 roku pisze to o godzinie 1:01. Ciekawe jakie okropieństwa, lub dobrodziejstwa przyniesie kolejny dzień."
Michał jeszcze popatrzył na dziennik ale go zamknął i odłożył wraz z piórem. Przypomniał sobie jeszcze triki z zapalniczką Zippo, oraz odpalił nią fajkę. Jego ulubionymi papierosami były "Camele" w żółtym opakowaniu, miał kilkanaście paczek przy sobie, zdobył je gdy był z Mańkiem i Martyną na wyprawie po pożywienie do ruin TESCO. Usiadł na łóżku i zaczął patrzeć na uspokajający ciepły płomień jego lampy naftowej. Gdy spalił papierosa zgasił go i ułożył się do snu.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Rozdział I epizod IV: Chaos
Wszyscy mężczyźni wybiegli ze schronu, z impetem, ubrani w kombinezony,oraz uzbrojeni w karabiny i zapas amunicji. Kobiety czekały w bezpiecznym miejscu, żeby w razie potrzeby opatrzyć rannych. Mieszkańcy schronu otworzyli ogień niemal równocześnie. Zaczęła się kolejna walka o przetrwanie.
W polu widzenia zaczęły pojawiać się coraz to nowe sylwetki bandytów. Wartownicy wysyłając z luf coraz to nowe kule, zabijały niekończącą się falę zdziczałych przeciwnikow. Zdawało się, że oprócz broni i mięśni nie potrafią myśleć, i sami pchali się pod lufy. Wtedy karabiny zamilkły zza bandytów pojawił się rzadko spotykany w pełni zmutowany człowiek. Nie miał on skóry, widoczne były mięśnie oraz ścięgna oplatające wysokie na 2,5 metra ciało.Jego głowa zdawała się niemal okrągła lecz ogromne wyłupiaste oczy, oraz zaostrzone zęby dawały poczucie ogromnego strachu u Wartowników, i pozostałych. Nawet bandyci pomimo braku mózgu czuli strach. Mutant nie nosił w ogóle żadnego ubioru, widać było każdy jego mięsień. Jego bronią była zmodernizowana i nowoczesna wersja 8-lufowego karabinu Gatlinga. Wykorzystywał bardzo rzadką i eksperymentalną amunicję. Były to pociski wybuchające, które mogły bez problemu mogły zniszczyć i osłonę oraz cały schron.Wojskowi wycofali tą broń, oraz rodzaj amunicji z produkcji, ponieważ stwierdzili, że ta broń sieje zbyt duże zniszczenie niekoniecznie u wroga. Była ona bardzo awaryjna, zanotowano mnóstwo przypadków samoistnego zapłonu tego karabinu, co prowadziło do wybuchu skrzyni z amunicją, która znajdowała się na plecach. Mieszkańcy schronu osłupieli, tylko na chwilę, która wystarczyła by przeciwnicy znacząco zbliżyli się do linii ich obrony.Michał jako pierwszy otrząsnął się z szoku, w jego oczach zabłysnął chaos. Do krwi zaczęła wpływać adrenalina, natychmiast się zerwał i pobiegł do wnętrza budynku. Odrazu po nim reszta się otrząsnęła i otworzyła ogień ze zdwojoną siłą. Wysłali do
obiegu granaty, które wśród przeciwników robiły niesamowity chaos.Wtem Patryk krzyknął do Michała.
-Kurwa gdzie leziesz. Potrzebujemy cie tutaj!
Pobiegł dalej wgłąb schronu, pomimo tego, że doskonale słyszał Patryka nie odpowiedział mu. Z niesamowitym impetem i szybkością, wbiegł do głównego korytarza "Azylu. Skierował się ku zbrojowni.Wyważył ciężkie metalowe drzwi, kopniakiem i zaczął szukać eksperymentalnej wersji Ciężkiego karabinu maszynowego, był to Amerykański karabin m-435 saw Mk.IV. Została stworzona tuż przed rozpoczęciem się wojny jako odpowiedź na nowoczesną broń Rosji. Michał znalazł go gdy wraz z Patrykiem byli na kolejnej wyprawie do pobliskiego konwoju militarnego.W jeden pas amunicji mieścił ok.450 naboi. Był niesamowicie lekki jak na rozmiary karabinu, ważył ok. 25 kg dzięki zastosowaniu tytanu, i karbonu. Miał też system chłodzący co zapobiegało przegrzewaniu się broni. Podczas ciągłego ostrzału w ciągu minuty potrafił wystrzelić ok. 10 000 pocisków. Pod lufą był podczepiony dwójnóg a z boku celownik laserowy. Posiadał również stabilizator odrzutu, dzięki tym modyfikacją broń ta dla Michała wydawała się idealna na takie sytuację. Zabrał ze sobą jeszcze pęk granatów, i kilka taśm amunicji. Nie miał zamiaru się uspokajać, i z okrzykiem dzikości wybiegł z niesamowitym impetem na główny korytarz. Już po chwili morderczego biegu był na zewnątrz budynku zauważył, że Mężczyźni są przygwożdżeni przez ogień przeciwnika. Nagle odezwał się Maniek.
-Gdzie żeś ty kurwa był!
-Nie widzisz?
Po tych słowach Michał uśmiechnął się, i pokazał swoją żądzę krwi. Wydawało się, że jego znad jego ciała unosi się para a oczy buchają płomieniami. Wydał z siebie długi głośny i dziki ryk. Zaczął prowadzić ofensywę.Każdy nabój przedzierał się przez kolejne ciała nieprzyjaciół. Słał coraz to kolejne trupy. Nie mógł się opanować, i sam nie chciał, czuł się jak by same demony z piekieł opanowały jego ciało. W tej chwili było dla niego tylko jedno, ocalić swoich ludzi, którzy są dla niego całym światem, bez których nie chciał żyć na tym świecie, to był jedyny powód dzięki, któremu jeszcze żyje. Byli to oni. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy szczęścia i smutku. Szala zwycięstwa przechylała się na ich stronę.Morale mężczyzn natychmiast się podniosły, podnieśli się i staneli tuż obok Michała. Z równie wielką dzikością jak on otworzyli ogień. Trupy w słały się setkami. A nawet sam mutant przestał się zbliżać. Kule rozrywały jego kolejne tkanki,kawałki mięśni spadały na ziemię wywołując fontannę hektolitrów krwi. Był to zarazem okropny i fascynujący widok, w oczach Michała. Po kilku minutach ciągłego strzału i wysyłania , kolejnych granatów. Bandyci zaczęli się cofać. A po chwili dosłownie uciekać. Teraz całą swoją siłę ognia skupili na mutancie. Już prawie nie miał pozostałości po mięśniach, jego Gatling już się przegrzewał i wydawał się zaraz wybuchnąć. Salwa kul z karabinu maszynowego rozpłatała jego brzuch. Wnętrzności zaczęły spływać wraz z krwią na ciepły od krwi oraz ciał bruk. Mutant przestał strzelać, a po chwili przestali strzelać Mężczyźni. Nad człowiek uklęknął na bruku, wziął swoje wnętrzności w ręce i starał się je włożyć do środka jego organizmu lecz bez skutku. uniósł resztkami sił głowę i wydał okropny ryk bólu, a po mięsistych krwawiących policzkach zaczęły płynąć mu łzy. Michał wraz z resztą opuścili w końcu bronie, i odetchnęli z ulgą, a po chwili poczuli przygnębienie. Nigdy nie widzieli tak smutnego, okropnego i groteskowego widoku jak scena, która rozgrywała się przed nimi. Mutant, leżący w kałuży krwi płaczący i trzymający w swoich dłoniach wnętrzności.Maniek wystrzelił ostatni nabój, który został w jego magazynku, prosto w jego głowę.
-Tak będzie dla niego najlepiej - Rzekł ze stoickim spokojem oraz lekko wyczuwalnym smutkiem Michał.
- Pochowajmy go, walczył dla nich, lecz nie wiedział, że robi coś okropnie złego. Miał miękkie serce, miał uczucia, był dokładnie taki sam jak my w środku. Zróbmy coś co będzie dla niego tym o czym napewno marzył. Złóżmy mu prawdziwy pochówek jaki był w czasach przed wojną. Dokończył.
-Martyna zabierz resztę dziewczyn do środka.
-Dobrze Patryk.
Mężczyźni zabrali się do oczyszczania placu boju. Zwłoki ułożyli na stos i podpalili. Swąd palonego truchła był wyczuwalny napewno z ogromnej odległości. Michał wraz z Patrykiem i Mańkiem wykopali dół na grób mutanta. A reszta mężczyzn zabrała jego zwłoki i ułożyła w grobie. Podczas gdy Patryk go zasypywał odmawiali modlitwę, i prosili Boga, żeby mu przebaczył i przyjął go do nieba. Po pogrzebie nad grobem ustawili prowizoryczny krzyż, i przygnębieni całą sytuacją udali się do "Azylu.
Jak miło odetchnąć, ten epizod mnie niesamowicie wymęczył.
W polu widzenia zaczęły pojawiać się coraz to nowe sylwetki bandytów. Wartownicy wysyłając z luf coraz to nowe kule, zabijały niekończącą się falę zdziczałych przeciwnikow. Zdawało się, że oprócz broni i mięśni nie potrafią myśleć, i sami pchali się pod lufy. Wtedy karabiny zamilkły zza bandytów pojawił się rzadko spotykany w pełni zmutowany człowiek. Nie miał on skóry, widoczne były mięśnie oraz ścięgna oplatające wysokie na 2,5 metra ciało.Jego głowa zdawała się niemal okrągła lecz ogromne wyłupiaste oczy, oraz zaostrzone zęby dawały poczucie ogromnego strachu u Wartowników, i pozostałych. Nawet bandyci pomimo braku mózgu czuli strach. Mutant nie nosił w ogóle żadnego ubioru, widać było każdy jego mięsień. Jego bronią była zmodernizowana i nowoczesna wersja 8-lufowego karabinu Gatlinga. Wykorzystywał bardzo rzadką i eksperymentalną amunicję. Były to pociski wybuchające, które mogły bez problemu mogły zniszczyć i osłonę oraz cały schron.Wojskowi wycofali tą broń, oraz rodzaj amunicji z produkcji, ponieważ stwierdzili, że ta broń sieje zbyt duże zniszczenie niekoniecznie u wroga. Była ona bardzo awaryjna, zanotowano mnóstwo przypadków samoistnego zapłonu tego karabinu, co prowadziło do wybuchu skrzyni z amunicją, która znajdowała się na plecach. Mieszkańcy schronu osłupieli, tylko na chwilę, która wystarczyła by przeciwnicy znacząco zbliżyli się do linii ich obrony.Michał jako pierwszy otrząsnął się z szoku, w jego oczach zabłysnął chaos. Do krwi zaczęła wpływać adrenalina, natychmiast się zerwał i pobiegł do wnętrza budynku. Odrazu po nim reszta się otrząsnęła i otworzyła ogień ze zdwojoną siłą. Wysłali do
obiegu granaty, które wśród przeciwników robiły niesamowity chaos.Wtem Patryk krzyknął do Michała.
-Kurwa gdzie leziesz. Potrzebujemy cie tutaj!
Pobiegł dalej wgłąb schronu, pomimo tego, że doskonale słyszał Patryka nie odpowiedział mu. Z niesamowitym impetem i szybkością, wbiegł do głównego korytarza "Azylu. Skierował się ku zbrojowni.Wyważył ciężkie metalowe drzwi, kopniakiem i zaczął szukać eksperymentalnej wersji Ciężkiego karabinu maszynowego, był to Amerykański karabin m-435 saw Mk.IV. Została stworzona tuż przed rozpoczęciem się wojny jako odpowiedź na nowoczesną broń Rosji. Michał znalazł go gdy wraz z Patrykiem byli na kolejnej wyprawie do pobliskiego konwoju militarnego.W jeden pas amunicji mieścił ok.450 naboi. Był niesamowicie lekki jak na rozmiary karabinu, ważył ok. 25 kg dzięki zastosowaniu tytanu, i karbonu. Miał też system chłodzący co zapobiegało przegrzewaniu się broni. Podczas ciągłego ostrzału w ciągu minuty potrafił wystrzelić ok. 10 000 pocisków. Pod lufą był podczepiony dwójnóg a z boku celownik laserowy. Posiadał również stabilizator odrzutu, dzięki tym modyfikacją broń ta dla Michała wydawała się idealna na takie sytuację. Zabrał ze sobą jeszcze pęk granatów, i kilka taśm amunicji. Nie miał zamiaru się uspokajać, i z okrzykiem dzikości wybiegł z niesamowitym impetem na główny korytarz. Już po chwili morderczego biegu był na zewnątrz budynku zauważył, że Mężczyźni są przygwożdżeni przez ogień przeciwnika. Nagle odezwał się Maniek.
-Gdzie żeś ty kurwa był!
-Nie widzisz?
Po tych słowach Michał uśmiechnął się, i pokazał swoją żądzę krwi. Wydawało się, że jego znad jego ciała unosi się para a oczy buchają płomieniami. Wydał z siebie długi głośny i dziki ryk. Zaczął prowadzić ofensywę.Każdy nabój przedzierał się przez kolejne ciała nieprzyjaciół. Słał coraz to kolejne trupy. Nie mógł się opanować, i sam nie chciał, czuł się jak by same demony z piekieł opanowały jego ciało. W tej chwili było dla niego tylko jedno, ocalić swoich ludzi, którzy są dla niego całym światem, bez których nie chciał żyć na tym świecie, to był jedyny powód dzięki, któremu jeszcze żyje. Byli to oni. Z jego oczu zaczęły płynąć łzy szczęścia i smutku. Szala zwycięstwa przechylała się na ich stronę.Morale mężczyzn natychmiast się podniosły, podnieśli się i staneli tuż obok Michała. Z równie wielką dzikością jak on otworzyli ogień. Trupy w słały się setkami. A nawet sam mutant przestał się zbliżać. Kule rozrywały jego kolejne tkanki,kawałki mięśni spadały na ziemię wywołując fontannę hektolitrów krwi. Był to zarazem okropny i fascynujący widok, w oczach Michała. Po kilku minutach ciągłego strzału i wysyłania , kolejnych granatów. Bandyci zaczęli się cofać. A po chwili dosłownie uciekać. Teraz całą swoją siłę ognia skupili na mutancie. Już prawie nie miał pozostałości po mięśniach, jego Gatling już się przegrzewał i wydawał się zaraz wybuchnąć. Salwa kul z karabinu maszynowego rozpłatała jego brzuch. Wnętrzności zaczęły spływać wraz z krwią na ciepły od krwi oraz ciał bruk. Mutant przestał strzelać, a po chwili przestali strzelać Mężczyźni. Nad człowiek uklęknął na bruku, wziął swoje wnętrzności w ręce i starał się je włożyć do środka jego organizmu lecz bez skutku. uniósł resztkami sił głowę i wydał okropny ryk bólu, a po mięsistych krwawiących policzkach zaczęły płynąć mu łzy. Michał wraz z resztą opuścili w końcu bronie, i odetchnęli z ulgą, a po chwili poczuli przygnębienie. Nigdy nie widzieli tak smutnego, okropnego i groteskowego widoku jak scena, która rozgrywała się przed nimi. Mutant, leżący w kałuży krwi płaczący i trzymający w swoich dłoniach wnętrzności.Maniek wystrzelił ostatni nabój, który został w jego magazynku, prosto w jego głowę.
-Tak będzie dla niego najlepiej - Rzekł ze stoickim spokojem oraz lekko wyczuwalnym smutkiem Michał.
- Pochowajmy go, walczył dla nich, lecz nie wiedział, że robi coś okropnie złego. Miał miękkie serce, miał uczucia, był dokładnie taki sam jak my w środku. Zróbmy coś co będzie dla niego tym o czym napewno marzył. Złóżmy mu prawdziwy pochówek jaki był w czasach przed wojną. Dokończył.
-Martyna zabierz resztę dziewczyn do środka.
-Dobrze Patryk.
Mężczyźni zabrali się do oczyszczania placu boju. Zwłoki ułożyli na stos i podpalili. Swąd palonego truchła był wyczuwalny napewno z ogromnej odległości. Michał wraz z Patrykiem i Mańkiem wykopali dół na grób mutanta. A reszta mężczyzn zabrała jego zwłoki i ułożyła w grobie. Podczas gdy Patryk go zasypywał odmawiali modlitwę, i prosili Boga, żeby mu przebaczył i przyjął go do nieba. Po pogrzebie nad grobem ustawili prowizoryczny krzyż, i przygnębieni całą sytuacją udali się do "Azylu.
Jak miło odetchnąć, ten epizod mnie niesamowicie wymęczył.
Rozdział I epizod III: Nowe Dziś
-Ok, ludziska wychodzę na powierzchnie, zobacze co i jak z naszymi na górze, idzie ktoś ze mną?
-Wiesz co? Michał, rozleniwiliśmy się, zostaniemy w naszej cieplutkiej gromadce
- Japierdole... z cyklu: Wiśnia znowu atakuje słodkością
-Idź już idź
Michał wyszedł z sali z niesamowicie dobrym humorem zapowiadał się dzień pełen przygód.
Gdy przekroczył próg drzwi, cofnął się i krzyknął
-Aha i zaparzcie kawe, czas zmienić wartę, Maniek nasza kolej!
-Jeeeeeeej!!! wiesz co mam to w dupie...
- Kocham wasze chamstwo!
Chłopak wyszedł ze stołówki i poszedł do swojego pokoju. Ubrał się i wdział stary połatany i lekko zmodyfikowany kombinezon stalkerski, włożył maskę przeciwgazową model Buldog. założył filtr, wziął karabin oraz magazynek z amunicją.Wyszedł. Otworzył drzwi od jedynego wejścia do ich schronu, nie mógł przyzwyczaić się do przygnębiającego uczucia, że już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej, słychać tylko świst wiatru, pojedyńcze strzały, oraz ryk przerażonych zwierząt w początkowym okresie potwornej mutacji. Oślepiający blask słońca natychmiast uderza w delikatne oczy człowieka, gdy wzrok już się przyzwyczai ukazuję się opustoszały krajobraz. Wszędzie śnieg, mróz, i siarczysty wiatr mrożący krew w żyłach. Na ulicach leżą pordzewiałe od wilgoci i porośnięte zamarzniętym martwym mchem samochody które już dawno przestały być użyteczne. Gdzieniegdzie leżą zwłoki po wczorajszej potyczce, już oskubywane przez zmutowane ptaki, które przystosowały się do surowego życia na powierzchni. Ich zaostrzone dzioby pomagają w rozdzieraniu zamarzniętej skóry zwłok, żeby dobrać się do jeszcze w miarę ciepłych wnętrzności,a potrójne powieki pozwalają uniknąć wyschnięcia oczu poprzez uśmiercające promienie słoneczne.Promieniowanie było znośnie szkodliwe dla zdrowia, ale jeśli zachowało się odpowiednie środki ostrożności, nikomu nic nie groziło z tej strony. Z daleka rysował się obraz niegdyś pięknej Wrześni, lecz teraz to tylko ruina. Bloki mieszkalne, Oraz delikatne szyldy firm które jakimś cudem przetrwały, odrazu przyciągały uwage każdego, kto zobaczył je w swoim polu widzenia. Niebo było bezchmurne lecz już nie niebieskie tylko szare.
Michał gdy już się otrząsnął z szoku którego dostawał kilka razy dziennie zaczął rozmawiać z wartownikami, dzisiaj byli nimi tata Michała oraz mańka
-Witam, Panów. Coś się działo ciekawego?
-Wiesz co Michał, widzieliśmy kilku bandytów ale seria ich odstraszyła. Myśle, że niedługo przyjdzie ich więcej- Powiedział ojciec Michała
-Też tak myśle, i obawiam się, że niedługo coś strasznego się wydarzy - rzekł tata Mańka
-Nie straszcie mnie obaj, chce jeszcze mieć dzisiaj choć troszeczke spokoju
-Oj nie wiesz co się wydarzy synu, życie potrafi zaskoczyć
-No nic młody my już się zbieramy, zmarzliśmy do szpiku kości, czas wstać.
- Dobra idźcie już, herbata czeka na was w stołówce, a w lodówce jest wódka na rozgrzanie. Tylko nie za dużo, bo po ostatnim razie musiałem robić dwie warty za was.
-Hahaha my mamy mocne głowy... nie bój się o to- Powiedział tata Mańka
-No tak, prawie bym zapomniał, kopnijcie Mańka w dupe i powiedzcie żeby przyszedł.
Michał czekał nie całe dwadzieścia minut, zanim Maniek przyszedł naburmuszony. W tym czasie dostrzegał piękno martwego krajobrazu.
-Kurwa mać... splunął Maniek. Znowu musisz wszystko zjebać Michał...
-Niby co, obowiązki to obowiązki nic na to nie mogę poradzić, dobrze wiesz, że sam rozkładałeś godziny wart.
Maniek zamilkł, chciał coś powiedzieć ale najwyraźniej zabrakło mu słów. Po krótkiej wymianie spojrzeń, spostrzegli coś w oddali.
To były psy walczące o pożywienie, gryzły się, ich zaostrzone zęby odrywały coraz to większe kawałki skóry. W końcu Michał nie wytrzymał i zabił jednego z nich. Według nich były to psy rasy Husky oraz Owczarka Niemieckiego. Nagle Maniek wstał z impetem i wykrzyknął
-Co ty robisz! odbiło ci?
-Nie, żebyś wiedział, że nie chciałbyś, żeby oba się pozabijały, czy żeby jeden przeżył?
-No w sumie...
-Mówie ci karma powraca, szczególnie zła a dobra tym bardziej.
Po tych słowach zamilkli, Husky spojrzał się na nich, wyglądał na wdzięcznego. Patrzył na nich przez dobre kilka minut, ale natychmiast się zerwał i zaczął ciągnąć ciało za sobą naprężając swoje wielkie muskuły.
-Nowe Dziś, Nowe Jutro. Myślał Michał widząc jak bardzo zmienia się wszystko z dnia na dzień. Zaczął szacować ile jeszcze przeżyją na zapasach, pomimo tego, że było ich sporo to w dość szybkim tempie się one kończyły. Zastanawiał się, gdzie wyruszyć na wyprawę i kogo wziąć w razie skończenia się jedzenia, i picia. Milczeli, Minęła już godzina i nadal milczeli, ale nagle Maniek się odezwał
-Który dzisiaj dzień mamy?
-26 Lipca 2027 roku.
-Nie musiałeś tak szczegółowo ale zawsze się to przyda, Boże nie pamiętam kiedy już spadły bomby....
Chwila milczenia, jak widać obaj mężczyźni zaczęli myśleć i przypominać sobie jak to się zaczęło.
-Hmmm Chwila ej to było w 2010 roku wtedy spadła pierwsza bomba na Waszyngton.
-Ej Michał ty masz łeb rzeczywiście.!
Po kolejnych 2 godzinach milczenia ich warta dobiegła końca.
Gdy już się zmieniali z pozostałymi tym razem byli to Patryk i jego ojciec, usłyszeli świst strzału oraz krzyk jakiegoś człowieka, a po chwili na głowy spadł im tynk ze ściany.
Jednak Ojcowie Michała, i Mańka nie kłamali, coś się wydarzy, i to coś okropnego pomyślał Michał
Po chwili strzały zaczęły się nasilać, ogłosili alarm....
No III rozdział w ten sam dzień trzeba odpocząć chwile. Tak więc dobranoc miłej nocy życzę!
- Japierdole... z cyklu: Wiśnia znowu atakuje słodkością
-Idź już idź
Michał wyszedł z sali z niesamowicie dobrym humorem zapowiadał się dzień pełen przygód.
Gdy przekroczył próg drzwi, cofnął się i krzyknął
-Aha i zaparzcie kawe, czas zmienić wartę, Maniek nasza kolej!
-Jeeeeeeej!!! wiesz co mam to w dupie...
- Kocham wasze chamstwo!
Chłopak wyszedł ze stołówki i poszedł do swojego pokoju. Ubrał się i wdział stary połatany i lekko zmodyfikowany kombinezon stalkerski, włożył maskę przeciwgazową model Buldog. założył filtr, wziął karabin oraz magazynek z amunicją.Wyszedł. Otworzył drzwi od jedynego wejścia do ich schronu, nie mógł przyzwyczaić się do przygnębiającego uczucia, że już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej, słychać tylko świst wiatru, pojedyńcze strzały, oraz ryk przerażonych zwierząt w początkowym okresie potwornej mutacji. Oślepiający blask słońca natychmiast uderza w delikatne oczy człowieka, gdy wzrok już się przyzwyczai ukazuję się opustoszały krajobraz. Wszędzie śnieg, mróz, i siarczysty wiatr mrożący krew w żyłach. Na ulicach leżą pordzewiałe od wilgoci i porośnięte zamarzniętym martwym mchem samochody które już dawno przestały być użyteczne. Gdzieniegdzie leżą zwłoki po wczorajszej potyczce, już oskubywane przez zmutowane ptaki, które przystosowały się do surowego życia na powierzchni. Ich zaostrzone dzioby pomagają w rozdzieraniu zamarzniętej skóry zwłok, żeby dobrać się do jeszcze w miarę ciepłych wnętrzności,a potrójne powieki pozwalają uniknąć wyschnięcia oczu poprzez uśmiercające promienie słoneczne.Promieniowanie było znośnie szkodliwe dla zdrowia, ale jeśli zachowało się odpowiednie środki ostrożności, nikomu nic nie groziło z tej strony. Z daleka rysował się obraz niegdyś pięknej Wrześni, lecz teraz to tylko ruina. Bloki mieszkalne, Oraz delikatne szyldy firm które jakimś cudem przetrwały, odrazu przyciągały uwage każdego, kto zobaczył je w swoim polu widzenia. Niebo było bezchmurne lecz już nie niebieskie tylko szare.
Michał gdy już się otrząsnął z szoku którego dostawał kilka razy dziennie zaczął rozmawiać z wartownikami, dzisiaj byli nimi tata Michała oraz mańka
-Witam, Panów. Coś się działo ciekawego?
-Wiesz co Michał, widzieliśmy kilku bandytów ale seria ich odstraszyła. Myśle, że niedługo przyjdzie ich więcej- Powiedział ojciec Michała
-Też tak myśle, i obawiam się, że niedługo coś strasznego się wydarzy - rzekł tata Mańka
-Nie straszcie mnie obaj, chce jeszcze mieć dzisiaj choć troszeczke spokoju
-Oj nie wiesz co się wydarzy synu, życie potrafi zaskoczyć
-No nic młody my już się zbieramy, zmarzliśmy do szpiku kości, czas wstać.
- Dobra idźcie już, herbata czeka na was w stołówce, a w lodówce jest wódka na rozgrzanie. Tylko nie za dużo, bo po ostatnim razie musiałem robić dwie warty za was.
-Hahaha my mamy mocne głowy... nie bój się o to- Powiedział tata Mańka
-No tak, prawie bym zapomniał, kopnijcie Mańka w dupe i powiedzcie żeby przyszedł.
Michał czekał nie całe dwadzieścia minut, zanim Maniek przyszedł naburmuszony. W tym czasie dostrzegał piękno martwego krajobrazu.
-Kurwa mać... splunął Maniek. Znowu musisz wszystko zjebać Michał...
-Niby co, obowiązki to obowiązki nic na to nie mogę poradzić, dobrze wiesz, że sam rozkładałeś godziny wart.
Maniek zamilkł, chciał coś powiedzieć ale najwyraźniej zabrakło mu słów. Po krótkiej wymianie spojrzeń, spostrzegli coś w oddali.
To były psy walczące o pożywienie, gryzły się, ich zaostrzone zęby odrywały coraz to większe kawałki skóry. W końcu Michał nie wytrzymał i zabił jednego z nich. Według nich były to psy rasy Husky oraz Owczarka Niemieckiego. Nagle Maniek wstał z impetem i wykrzyknął
-Co ty robisz! odbiło ci?
-Nie, żebyś wiedział, że nie chciałbyś, żeby oba się pozabijały, czy żeby jeden przeżył?
-No w sumie...
-Mówie ci karma powraca, szczególnie zła a dobra tym bardziej.
Po tych słowach zamilkli, Husky spojrzał się na nich, wyglądał na wdzięcznego. Patrzył na nich przez dobre kilka minut, ale natychmiast się zerwał i zaczął ciągnąć ciało za sobą naprężając swoje wielkie muskuły.
-Nowe Dziś, Nowe Jutro. Myślał Michał widząc jak bardzo zmienia się wszystko z dnia na dzień. Zaczął szacować ile jeszcze przeżyją na zapasach, pomimo tego, że było ich sporo to w dość szybkim tempie się one kończyły. Zastanawiał się, gdzie wyruszyć na wyprawę i kogo wziąć w razie skończenia się jedzenia, i picia. Milczeli, Minęła już godzina i nadal milczeli, ale nagle Maniek się odezwał
-Który dzisiaj dzień mamy?
-26 Lipca 2027 roku.
-Nie musiałeś tak szczegółowo ale zawsze się to przyda, Boże nie pamiętam kiedy już spadły bomby....
Chwila milczenia, jak widać obaj mężczyźni zaczęli myśleć i przypominać sobie jak to się zaczęło.
-Hmmm Chwila ej to było w 2010 roku wtedy spadła pierwsza bomba na Waszyngton.
-Ej Michał ty masz łeb rzeczywiście.!
Po kolejnych 2 godzinach milczenia ich warta dobiegła końca.
Gdy już się zmieniali z pozostałymi tym razem byli to Patryk i jego ojciec, usłyszeli świst strzału oraz krzyk jakiegoś człowieka, a po chwili na głowy spadł im tynk ze ściany.
Jednak Ojcowie Michała, i Mańka nie kłamali, coś się wydarzy, i to coś okropnego pomyślał Michał
Po chwili strzały zaczęły się nasilać, ogłosili alarm....
No III rozdział w ten sam dzień trzeba odpocząć chwile. Tak więc dobranoc miłej nocy życzę!
Rozdział I epizod II : spokój
Ich schron nosił nazwę "Azyl" był to stary blok na obrzeżach wielkiego niegdyś miasta Września w Wielkopolsce. Wejścia do niego zalali betonem, więc nikt nie mógł się dostać do środka, ale tylko jedno zostawili otwarte które bez przerwy było chronione. Zamieszkali w piwnicach tego budynku, posiadali ledwo działającą kanalizację mieli też agregaty prądotwórcze, oraz mnóstwo paliwa ze stacji nieopodal. Z wyższych kondygnacji znieśli meble, fotele, kanapy itd. żeby wnieść trochę luksusu do ponurej i morderczej rzeczywistości. Każdy miał swój oddzielny pokój. Wyburzyli kilka ścian i stworzyli większą sale, pełniła ona role kuchni i stołówki. Podłoga była z gumolitu a ściany z grubego betonu pokrytego tynkiem, który już zaczął odpadać wraz z kawałkami zielonej farby. W "Azylu" był też wspólny kącik, w którym zasiadali wszyscy wieczorami by porozmawiać i pośpiewać, to niesamowicie podnosiło morale schronu. Mieszkało w nim ok. 30 osób w tym Michał, Patryk, Martyna, i Maniek, oraz Wiśnia, wszyscy wymienieni mieszkali z rodzinami. Było tam też kilku ludzi, których przygarnęli. Kobiety spały na dmuchanych materacach a mężczyźni na karimatach. Kobiety zajmowały się zazwyczaj czystością, schronu a mężczyźni obroną i poszukiwaniami najpotrzebniejszych rzeczy, jedzenia, picia oraz środków czystości, jak i również amunicji, którą z siłą odzyskiwali od porzuconych konwojów militarnych.
- Boże, co ty masz za wyobraźnię, a tak na marginesie może to inny grubas haahaha
- Wiesz co, spierdalaj jak masz mi mówić takie teksty.
- Dobra, już dobra wiesz, że nie potrafie być poważny. Wiesz co chodź ubierz się w normalne rzeczy i wypijemy kawę na ten miły poranek dosiądziemy się do reszty ok?
- Dobrze dzięki, że cały czas przy mnie jesteście
- Od czego są przyjaciele tyna...
Michał wyszedł, skierował się do stołówki żeby zagotować wodę.
Martyna słyszała już delikatne śmiechy nieopodal pewnie Patryk z Mańkiem znowu jaja sobie robią.
Tyna była kobietą średniego wzrostu, jej uroda prezentowała kobiece piękno, wszystkie jej aspekty były niemal idealne, Ma długie proste blond włosy. Słucha punku, który przypomina jej o tamtym pięknym świecie, Ma srebrny kolczyk na języku oraz na środku pod dolną wargą. Na prawym uchu ma 3 czarne kolczyki, a na lewym niebieską spiralkę. Nosi srebrny naszyjnik. Zazwyczaj ubrana jest w czerwone spodnie i zielone przecierane glany. Górna część ciała jest okryta t-shirtem z logiem zespołu "Sex Pistols" na przodzie i wielkim czerwonym znakiem Anarchii.
Gdy martyna się ubrała udała się natychmiast ze stołówki, śmiechy i wrzaski szczęścia robiły się coraz głośniejsze.
-Hahahaha Ej wiecie jak nazywa się przyrząd do mierzenia ilości kupy?
-No jak Michale mistrzu sucharów?
- KAŁKULATOR
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, Martyna która była dotychczas spochmurniała, natychmiast się rozweseliła i z uśmiechem usiadła przy innych.
-Jezu, kto wymyśla takie suchary Maniek, ty powinieneś wiedzieć takie rzeczy
- No ja a kto?
- No nie wiem. O cześć Martyna!
- Hej Patryk, hej Maniek
-Cześć
-Trzymaj specjalna kawa dla specjalnej kobiety, stu procentowa Arabica, dla naszej psychokobietki
-Michał widze klimat dzisiejszego poranka udzielił ci się
-Żebyś wiedziała.
Poranek zapowiadał się niezwykle dobrze, inny niż pozostałe, wszyscy zapomnieli o tym co jest za murami ich schronu, wszyscy śmiali się, opowiadali kawały, byli szczęśliwymi ludźmi.
Lecz do tej chwili....
No i koniec mojego kolejnego rodziału mam nadzieje, że się podobało
- Hej Martyna jak się dzisiaj spało?
-Ech Michał okropnie znów miałam koszmary
-To już czwarty dzień z rzędu ciągle ten sam?
-Tak tylko co kolejny sen mam więcej szczegółów przed oczami
-Skoro więcej szczegółów to chętnie posłucham może coś poradze, opowiedz mi go poraz kolejny
-Naprawdę, znowu? jeszcze ci mało
- heh... można tak powiedzieć
- Ok, więc zawsze budzę się w ciemnym pomieszczeniu. jest ono małe, śmierdzi niesamowicie stęchlizną a podłoga jest oślizgła jak bym macała nogami wnętrzności zwierząt.
- Fuj! okropne... ok już siedze cicho nie przerywam
- jestem przywiązana do krzesła nie moge mówić widze jedynie światło, które wydobywa się z małego okienka drzwi, słyszę krzyki, płacz dzieci oraz śmiech mężczyzn. Po chwili, która wydaje mi się zawsze wiecznością drzwi otwiera gruby, obrzydliwy, łysy i szczerbaty facet bez koszuli jedynie w mokrych od potu i krwi dresach oraz adidasach. Rozwiązuje mnie i za włosy targa do pewnej sali, czuje okropny ból jak ktoś chciałby mi rozedrzeć całą twarz, widzę tak jakby lekką mgłę ale za nią są ściany pokryte krwią, oraz wszechobecne zwłoki kobiet, i dzieci. Gdy już zaciągnął mnie do tej sali, rozbiera mnie, jestem cała naga i przywiązuje mnie do stołu tak mocno, że odcina mi dopływ krwi do rąk i stóp, zakleja taśmą mi usta. Wyciąga z pobliskiej szafki skalpel, powoli nacina żyły, i brzuch zaczyna od rąk potem nogi, a następnie klatka piersiowa, nacina w okół sutków po moich piersiach płynie strużka krwi, staram krzyczeć, łzy leją mi się po policzkach i skapują na kałuże krwi które płyną do kratki ściekowej. Gdy skończył już mnie ciąć zdejmuje dresy, zaczynam płakać jeszcze bardziej miotam się, po chwili ściąga swoje bokserki. Wtedy zamykam oczy i staram się nic nie czuć. Rozchyla moje nogi i w tym momencie drzwi ktoś wyważa z hukiem. Otwieram oczy, słysze wystrzał i grubas dostaje kulkę między oczy. Pada na ziemię i wtedy sen mi się urywa. Cały czas staram sie dotrwać chwili, w której dowiaduje się kto strzelił lecz niepotrafię..
- Wiesz co, spierdalaj jak masz mi mówić takie teksty.
- Dobra, już dobra wiesz, że nie potrafie być poważny. Wiesz co chodź ubierz się w normalne rzeczy i wypijemy kawę na ten miły poranek dosiądziemy się do reszty ok?
- Dobrze dzięki, że cały czas przy mnie jesteście
- Od czego są przyjaciele tyna...
Michał wyszedł, skierował się do stołówki żeby zagotować wodę.
Martyna słyszała już delikatne śmiechy nieopodal pewnie Patryk z Mańkiem znowu jaja sobie robią.
Tyna była kobietą średniego wzrostu, jej uroda prezentowała kobiece piękno, wszystkie jej aspekty były niemal idealne, Ma długie proste blond włosy. Słucha punku, który przypomina jej o tamtym pięknym świecie, Ma srebrny kolczyk na języku oraz na środku pod dolną wargą. Na prawym uchu ma 3 czarne kolczyki, a na lewym niebieską spiralkę. Nosi srebrny naszyjnik. Zazwyczaj ubrana jest w czerwone spodnie i zielone przecierane glany. Górna część ciała jest okryta t-shirtem z logiem zespołu "Sex Pistols" na przodzie i wielkim czerwonym znakiem Anarchii.
Gdy martyna się ubrała udała się natychmiast ze stołówki, śmiechy i wrzaski szczęścia robiły się coraz głośniejsze.
-Hahahaha Ej wiecie jak nazywa się przyrząd do mierzenia ilości kupy?
-No jak Michale mistrzu sucharów?
- KAŁKULATOR
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, Martyna która była dotychczas spochmurniała, natychmiast się rozweseliła i z uśmiechem usiadła przy innych.
-Jezu, kto wymyśla takie suchary Maniek, ty powinieneś wiedzieć takie rzeczy
- No ja a kto?
- No nie wiem. O cześć Martyna!
- Hej Patryk, hej Maniek
-Cześć
-Trzymaj specjalna kawa dla specjalnej kobiety, stu procentowa Arabica, dla naszej psychokobietki
-Michał widze klimat dzisiejszego poranka udzielił ci się
-Żebyś wiedziała.
Poranek zapowiadał się niezwykle dobrze, inny niż pozostałe, wszyscy zapomnieli o tym co jest za murami ich schronu, wszyscy śmiali się, opowiadali kawały, byli szczęśliwymi ludźmi.
Lecz do tej chwili....
No i koniec mojego kolejnego rodziału mam nadzieje, że się podobało
Rozdział I epizod I:Nowy Początek
To wydarzyło się kilka lat temu. Wieść o III wojnie światowej wywołała chaos, cywilizacja zaczęła upadać zanim to wszystko się zaczęło. Spadły pierwsze bomby, zginęli pierwsi ludzie. Pociski spadły z nieba niczym 4 jeźdźcy apokalipsy. U nas na tym zadupiu było spokojnie... tak spokojnie przez 2 dni a potem wszystko poszło się jebać. Barbarzyńcy z Rosji zalali nasz kraj, zaczęły się gwałty, rabieże i wszystko co może wyniknąć z ludzkiej dzikości. NATO miało też nas w dupie zostaliśmy sami jak palec, Ameryka się od nas odwróciła, nasi sojusznicy dbali tylko o swoje brudne tyłki. Nasz kraj przestał istnieć. Wszystko przestało istnieć mój dom, moi krewni, moja cała rodzina wszystko poszło się jebać. Wojna skończyła się równie szybko jak się zaczęła, wydawało się, że deszcz atomowy nigdy nie przestanie padać, ale w pewnym momencie zamilkło wszystko. Radia, TV, media, nawet sami ludzie. Nastała cisza to czego pragnąłem. To wszystko działo się gdy miałem 16 lat, nazywam się Michał Stani....
-KURWA Michał wstawaj nie ma czasu na jakieś pierdolone pisanie. Nie słyszysz co się dzieje?
-Patryk znowu?
-TAK znowu... znowu trzeba ochraniać nasz schron, wkładaj manatki i rusz tą dupe nie ma czasu
Po chwili Michał już biegł z Patrykiem do wyjścia.
-Już prawie jeszcze troche... tylko wziąć 2 magazynki moją charlyn,i kilka granatów, Patryk czekaj, jeszcze musze wskoczyć do zbrojowni
-Czy ty musisz ciągle O CZYMŚ KURWA ZAPOMINAĆ, dobra leć ja już pobiegne i poczekam za tobą.
Ich drogi się rozeszły, Michał biegł jak szalony czuł kolejny przypływ adrenaliny w jego żyłach, nie uważał jak mijał kolejnych ludzi i ci zwykle kończyli na zimnej betonowej podłodze, pokrytej zielonym gumolitem.
-Kurwa dalej dalej, gdzie ona jest. TAK witaj kochana jak ci minął dzień? Japierdole znów gadam do siebie do roboty sprężaj się.
Zaatakowali ich zwyczajni bandyci, najzwyklejsi jakich można było spotkać na pustkowiach. Walczyli zaciekle tylko tyle można o nich powiedzieć, ponieważ celne oko wojaży schronu najczęsciej nie pozwalało widzieć wyglądu ich twarzy.
-Już jestem zostawiliście kogoś dla mnie?
- Masz ci po prawej są twoi Michał, aha i mogłeś się trochę pośpieszyć
-Dobra skończ pierdolić, to nie zabawa, mamy kogoś rannego?
-Tak tak nasz rudzielec maniek jak zwykle pchał się poza okopy.
-Coś się mu się stało?
- Co ty, nasz brzydal tylko w nogę dostał
- To dobrze wiesz przecież, że jest dla nas jak brat
- Tak wiem ostatnią rzeczą jaką chciałbym, to by była jego śmierć...
Wtedy nastała cisza między dwoma przyjaciółmi słychać było tylko turkot karabinów i łuski wypadające z komór.
Maniek, Patryk to byli najlepsi kumple Michała, znał ich jeszcze przed tym jak spadły bomby, gdy byli razem nie było rzeczy niemożliwych.
Patryk był wysokim gościem, wątłej budowy, lecz na to na jakiego wyglądał był okropnie wytrzymały. Długie czarne dredy, Białe zęby, i uśmiech, to największe cechy jakie było widać. zwykle nosił Jeansy,oraz sławne niegdyś buty taktyczne gromy, jego tors zdobił naszyjnik z koralików,oraz szary podkoszulek, a na nim gruba flanelowa koszula w kratę. Jego barki oraz resztę góry oplatała kamizelka taktyczna w kamuflażu woodland, z wkładkami balistycznymi, które bez problemu mogły zatrzymać pocisk pistoletowy.
Jego kochana broń to karabin SWD dragunov z okładzinami i kolbą z karbonu, jego luneta była wyposażona w termowizję oraz o regulowanym przybliżeniu. Miał na nim też szynę picatinny na której był laser. Pod lufą znajdował się składany dwójnóg . na korpusie było wyryte imię "Natasza". rzadko korzystał ze swojego rewolwera magnum 44.
Maniek to człowiek średniego wzrostu ok. 176, silnej postury, włosy miał rude i krótke wycinane po bokach na zero, oraz klasyczna bujna broda. Wyglądał najstarzej z ich 3 pomimo równego wieku.
Nosił na sobie grubą materiałową kurtke M65 zmodyfikowaną przez niego. Miała wbudowane 4 kabury na noże, oraz 12 kieszeni w których chował niemal wszystko. Miał też długie, czarne bojówki o klasycznym męskim kroju, które były ognio i wodoodporne. Trzymał je pasek ze skóry węża, którym lubił się chwalić przed kumplami. Buty to również opancerzone glany marki "Shark" z podkutą podeszwą oraz grubą blachą na czubku i tyłu buta. Jego broń to mocno zmodernizowana m16, z szynami ris oraz celownikiem przeziernikowym. Pod lufę był podczepiony granatnik 40mm pomalowany na kolor khaki. Jak mieli w zwyczaju, on wyrył na swoim korpusie imię weronika. To była jego dziewczyna, niestety umarła od kuli jednego z bandyty kilka dni przed założeniem schronu, niewidział świata poza nią, jego celem było chronienie jej i dbanie o to by zapomniała o tym co się dzieje w okół nich. Sam głodował, żeby miała co jeść.
A Michał, najwyższy z całej trójki siłą przewyższał Mańka, jego włosy były długie i brązowe, miał też kozią bródkę która nadawała mu drapieżnego wyglądu. Nosił czarne okulary pilotki marki "Ray Ban". Jego górną część ciała okrywała gruba skórzana kurtka motocyklowa "Ramoneska" z mnogością kieszeni, oraz z wkładkami kevlarowymi na ramionach plecach i brzuchu, oraz na klatce piersiowej. Jego ramiona przyozdabiały lekko szpiczaste ćwieki. a nadgarstek przyozdabiał długi karwasz z kieszeniami na noże do rzucania. Na nogach miał zazwyczaj czarne bojówki o wymyślnym lecz bardzo uniwersalnym kroju, jak spodnie Mańka były ognio i wodoodporne. Stopy okrywały również opancerzone glany marki "Cockney" o kolorze czerwonym. Zawsze trzymał przy sobie kastet oraz długi, ciężki mocno zaostrzony nóż. Jego ulubioną bronią był czerwono-czarny Steyr AUG z dwójnogiem, oraz celownikiem optycznym z możliwością noktowizji przeznaczonym do ostrzału na bliskim i średnim dystansie. miał też podczepiany granatnik na szynie ris oraz latarkę z boku lufy. Boczną bronią był ciężki rewolwer z przeciwpancerną amunicją.
-Ehh już koniec jak dobrze, że ta kolejna rzeź się skończyła.... powiedział Patryk gdy zamilkł już ostatni wystrzał z karabinu
To koniec pierwszego rozdziału moi mili mam nadzieje, że bardzo wam się podobało.
-KURWA Michał wstawaj nie ma czasu na jakieś pierdolone pisanie. Nie słyszysz co się dzieje?
-Patryk znowu?
-TAK znowu... znowu trzeba ochraniać nasz schron, wkładaj manatki i rusz tą dupe nie ma czasu
Po chwili Michał już biegł z Patrykiem do wyjścia.
-Już prawie jeszcze troche... tylko wziąć 2 magazynki moją charlyn,i kilka granatów, Patryk czekaj, jeszcze musze wskoczyć do zbrojowni
-Czy ty musisz ciągle O CZYMŚ KURWA ZAPOMINAĆ, dobra leć ja już pobiegne i poczekam za tobą.
Ich drogi się rozeszły, Michał biegł jak szalony czuł kolejny przypływ adrenaliny w jego żyłach, nie uważał jak mijał kolejnych ludzi i ci zwykle kończyli na zimnej betonowej podłodze, pokrytej zielonym gumolitem.
-Kurwa dalej dalej, gdzie ona jest. TAK witaj kochana jak ci minął dzień? Japierdole znów gadam do siebie do roboty sprężaj się.
Zaatakowali ich zwyczajni bandyci, najzwyklejsi jakich można było spotkać na pustkowiach. Walczyli zaciekle tylko tyle można o nich powiedzieć, ponieważ celne oko wojaży schronu najczęsciej nie pozwalało widzieć wyglądu ich twarzy.
-Już jestem zostawiliście kogoś dla mnie?
- Masz ci po prawej są twoi Michał, aha i mogłeś się trochę pośpieszyć
-Dobra skończ pierdolić, to nie zabawa, mamy kogoś rannego?
-Tak tak nasz rudzielec maniek jak zwykle pchał się poza okopy.
-Coś się mu się stało?
- Co ty, nasz brzydal tylko w nogę dostał
- To dobrze wiesz przecież, że jest dla nas jak brat
- Tak wiem ostatnią rzeczą jaką chciałbym, to by była jego śmierć...
Wtedy nastała cisza między dwoma przyjaciółmi słychać było tylko turkot karabinów i łuski wypadające z komór.
Maniek, Patryk to byli najlepsi kumple Michała, znał ich jeszcze przed tym jak spadły bomby, gdy byli razem nie było rzeczy niemożliwych.
Patryk był wysokim gościem, wątłej budowy, lecz na to na jakiego wyglądał był okropnie wytrzymały. Długie czarne dredy, Białe zęby, i uśmiech, to największe cechy jakie było widać. zwykle nosił Jeansy,oraz sławne niegdyś buty taktyczne gromy, jego tors zdobił naszyjnik z koralików,oraz szary podkoszulek, a na nim gruba flanelowa koszula w kratę. Jego barki oraz resztę góry oplatała kamizelka taktyczna w kamuflażu woodland, z wkładkami balistycznymi, które bez problemu mogły zatrzymać pocisk pistoletowy.
Jego kochana broń to karabin SWD dragunov z okładzinami i kolbą z karbonu, jego luneta była wyposażona w termowizję oraz o regulowanym przybliżeniu. Miał na nim też szynę picatinny na której był laser. Pod lufą znajdował się składany dwójnóg . na korpusie było wyryte imię "Natasza". rzadko korzystał ze swojego rewolwera magnum 44.
Maniek to człowiek średniego wzrostu ok. 176, silnej postury, włosy miał rude i krótke wycinane po bokach na zero, oraz klasyczna bujna broda. Wyglądał najstarzej z ich 3 pomimo równego wieku.
Nosił na sobie grubą materiałową kurtke M65 zmodyfikowaną przez niego. Miała wbudowane 4 kabury na noże, oraz 12 kieszeni w których chował niemal wszystko. Miał też długie, czarne bojówki o klasycznym męskim kroju, które były ognio i wodoodporne. Trzymał je pasek ze skóry węża, którym lubił się chwalić przed kumplami. Buty to również opancerzone glany marki "Shark" z podkutą podeszwą oraz grubą blachą na czubku i tyłu buta. Jego broń to mocno zmodernizowana m16, z szynami ris oraz celownikiem przeziernikowym. Pod lufę był podczepiony granatnik 40mm pomalowany na kolor khaki. Jak mieli w zwyczaju, on wyrył na swoim korpusie imię weronika. To była jego dziewczyna, niestety umarła od kuli jednego z bandyty kilka dni przed założeniem schronu, niewidział świata poza nią, jego celem było chronienie jej i dbanie o to by zapomniała o tym co się dzieje w okół nich. Sam głodował, żeby miała co jeść.
A Michał, najwyższy z całej trójki siłą przewyższał Mańka, jego włosy były długie i brązowe, miał też kozią bródkę która nadawała mu drapieżnego wyglądu. Nosił czarne okulary pilotki marki "Ray Ban". Jego górną część ciała okrywała gruba skórzana kurtka motocyklowa "Ramoneska" z mnogością kieszeni, oraz z wkładkami kevlarowymi na ramionach plecach i brzuchu, oraz na klatce piersiowej. Jego ramiona przyozdabiały lekko szpiczaste ćwieki. a nadgarstek przyozdabiał długi karwasz z kieszeniami na noże do rzucania. Na nogach miał zazwyczaj czarne bojówki o wymyślnym lecz bardzo uniwersalnym kroju, jak spodnie Mańka były ognio i wodoodporne. Stopy okrywały również opancerzone glany marki "Cockney" o kolorze czerwonym. Zawsze trzymał przy sobie kastet oraz długi, ciężki mocno zaostrzony nóż. Jego ulubioną bronią był czerwono-czarny Steyr AUG z dwójnogiem, oraz celownikiem optycznym z możliwością noktowizji przeznaczonym do ostrzału na bliskim i średnim dystansie. miał też podczepiany granatnik na szynie ris oraz latarkę z boku lufy. Boczną bronią był ciężki rewolwer z przeciwpancerną amunicją.
-Ehh już koniec jak dobrze, że ta kolejna rzeź się skończyła.... powiedział Patryk gdy zamilkł już ostatni wystrzał z karabinu
To koniec pierwszego rozdziału moi mili mam nadzieje, że bardzo wam się podobało.
Koniec rozmowy na czacie
Subskrybuj:
Posty (Atom)