poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział I epizod III: Nowe Dziś

-Ok, ludziska wychodzę na powierzchnie, zobacze co i jak z naszymi na górze, idzie ktoś ze mną?
-Wiesz co? Michał, rozleniwiliśmy się, zostaniemy w naszej cieplutkiej gromadce
- Japierdole... z cyklu: Wiśnia znowu atakuje słodkością
-Idź już idź
Michał wyszedł z sali z niesamowicie dobrym humorem zapowiadał się dzień pełen przygód.
Gdy przekroczył próg drzwi, cofnął się i krzyknął
-Aha i zaparzcie kawe, czas zmienić wartę, Maniek nasza kolej!
-Jeeeeeeej!!! wiesz co mam to w dupie...
- Kocham wasze chamstwo!
Chłopak wyszedł ze stołówki i poszedł do swojego pokoju. Ubrał się i wdział stary połatany i lekko zmodyfikowany kombinezon stalkerski, włożył maskę przeciwgazową model Buldog. założył filtr, wziął karabin oraz magazynek z amunicją.Wyszedł. Otworzył drzwi od jedynego wejścia do ich schronu, nie mógł przyzwyczaić się do przygnębiającego uczucia, że już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej, słychać tylko świst wiatru, pojedyńcze strzały, oraz ryk przerażonych zwierząt w początkowym okresie potwornej mutacji. Oślepiający blask słońca natychmiast uderza w delikatne oczy człowieka, gdy wzrok już się przyzwyczai ukazuję się opustoszały krajobraz. Wszędzie śnieg, mróz, i siarczysty wiatr mrożący krew w żyłach. Na ulicach leżą pordzewiałe od wilgoci i porośnięte zamarzniętym martwym mchem samochody które już dawno przestały być użyteczne. Gdzieniegdzie leżą zwłoki po wczorajszej potyczce, już oskubywane przez zmutowane ptaki, które przystosowały się do surowego życia na powierzchni. Ich zaostrzone dzioby pomagają w rozdzieraniu zamarzniętej skóry zwłok, żeby dobrać się do jeszcze w miarę ciepłych wnętrzności,a potrójne powieki pozwalają uniknąć wyschnięcia oczu poprzez uśmiercające promienie słoneczne.Promieniowanie było znośnie szkodliwe dla zdrowia, ale jeśli zachowało się odpowiednie środki ostrożności, nikomu nic nie groziło z tej strony. Z daleka rysował się obraz niegdyś pięknej Wrześni, lecz teraz to tylko ruina. Bloki mieszkalne, Oraz delikatne szyldy firm które jakimś cudem przetrwały, odrazu przyciągały uwage każdego, kto zobaczył je w swoim polu widzenia. Niebo było bezchmurne lecz już nie niebieskie tylko szare.
Michał gdy już się otrząsnął z szoku którego dostawał kilka razy dziennie zaczął rozmawiać z wartownikami, dzisiaj byli nimi tata Michała oraz mańka
-Witam, Panów. Coś się działo ciekawego?
-Wiesz co Michał, widzieliśmy kilku bandytów ale seria ich odstraszyła. Myśle, że niedługo przyjdzie ich więcej- Powiedział ojciec Michała
-Też tak myśle, i obawiam się, że niedługo coś strasznego się wydarzy - rzekł tata Mańka
-Nie straszcie mnie obaj, chce jeszcze mieć dzisiaj choć troszeczke spokoju
-Oj nie wiesz co się wydarzy synu, życie potrafi zaskoczyć
-No nic młody my już się zbieramy, zmarzliśmy do szpiku kości, czas wstać.
- Dobra idźcie już, herbata czeka na was w stołówce, a w lodówce jest wódka na rozgrzanie. Tylko nie za dużo, bo po ostatnim razie musiałem robić dwie warty za was.
-Hahaha my mamy mocne głowy... nie bój się o to- Powiedział tata Mańka
-No tak, prawie bym zapomniał, kopnijcie Mańka w dupe i powiedzcie żeby przyszedł.
Michał czekał nie całe dwadzieścia minut, zanim Maniek przyszedł naburmuszony. W tym czasie dostrzegał piękno martwego krajobrazu.
-Kurwa mać... splunął Maniek. Znowu musisz wszystko zjebać Michał...
-Niby co, obowiązki to obowiązki nic na to nie mogę poradzić, dobrze wiesz, że sam rozkładałeś godziny wart.
Maniek zamilkł, chciał coś powiedzieć ale najwyraźniej zabrakło mu słów. Po krótkiej wymianie spojrzeń, spostrzegli coś w oddali.
To były psy walczące o pożywienie, gryzły się, ich zaostrzone zęby odrywały coraz to większe kawałki skóry. W końcu Michał nie wytrzymał i zabił jednego z nich. Według nich były to psy rasy Husky oraz Owczarka Niemieckiego. Nagle Maniek wstał z impetem i wykrzyknął
-Co ty robisz! odbiło ci?
-Nie, żebyś wiedział, że nie chciałbyś, żeby oba się pozabijały, czy żeby jeden przeżył?
-No w sumie...
-Mówie ci karma powraca, szczególnie zła a dobra tym bardziej.
Po tych słowach zamilkli, Husky spojrzał się na nich, wyglądał na wdzięcznego. Patrzył na nich przez dobre kilka minut, ale natychmiast się zerwał i zaczął ciągnąć ciało za sobą naprężając swoje wielkie muskuły.
-Nowe Dziś, Nowe Jutro. Myślał Michał widząc jak bardzo zmienia się wszystko z dnia na dzień. Zaczął szacować ile jeszcze przeżyją na zapasach, pomimo tego, że było ich sporo to w dość szybkim tempie się one kończyły. Zastanawiał się, gdzie wyruszyć na wyprawę i kogo wziąć w razie skończenia się jedzenia, i picia. Milczeli, Minęła już godzina i nadal milczeli, ale nagle Maniek się odezwał
-Który dzisiaj dzień mamy?
-26 Lipca 2027 roku.
-Nie musiałeś tak szczegółowo ale zawsze się to przyda, Boże nie pamiętam kiedy już spadły bomby....
Chwila milczenia, jak widać obaj mężczyźni zaczęli myśleć i przypominać sobie jak to się zaczęło.
-Hmmm Chwila ej to było w 2010 roku wtedy spadła pierwsza bomba na Waszyngton.
-Ej Michał ty masz łeb rzeczywiście.!
Po kolejnych 2 godzinach milczenia ich warta dobiegła końca.
Gdy już się zmieniali z pozostałymi tym razem byli to Patryk i jego ojciec, usłyszeli świst strzału oraz krzyk jakiegoś człowieka, a po chwili na głowy spadł im tynk ze ściany.
Jednak Ojcowie Michała, i Mańka nie kłamali, coś się wydarzy, i to coś okropnego pomyślał Michał
Po chwili strzały zaczęły się nasilać, ogłosili alarm....

No III rozdział w ten sam dzień trzeba odpocząć chwile. Tak więc dobranoc miłej nocy życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz