środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział II:Wyprawa. Epizod I: Przygotowania.

Nastał nowy poranek.Wszyscy mieszkańcy schronu nadal myśleli o wczorajszych wydarzeniach. To co się wtedy stało zmieniło ich postrzeganie świata na zawsze. Robili to co zwykle, poranna toaleta, ubranie się w porządne ciuchy oraz pranie już tych brudnych i przepoconych. Najpóźniej z wszystkich wstał Michał, czuł się dostatecznie źle. żeby powiedzieć, że w najbliższych dniach dobrze z nim nie będzie. Zajrzał do swojej osobistej apteczki.
-Kurwa ale mnie ta pierdolona zajebana ręka napierdala. I jak zwykle gdy coś jest potrzebne to tego kurwa zajebana mać nie ma! Ech... człowieku tylko się uspokój bo to może dla ciebie się źle skończyć.
W pośpiechu przeszukiwał kolejne malutkie regały jego szafki, z lekami. Modlił się w duchu, żeby znaleźć jakikolwiek lek przeciwbólowy. Gdy się uspokoił, ubrał się i chwiejnym krokiem wyszedł na główny korytarz "Azylu". Nie chciał nikomu pokazywać się na oczy, ponieważ nie miał ochoty przysparzać innym nerwów i kolejnych problemów. Udał się tym razem do toalety. Delikatnie obmył swoje rany oraz resztę ciała. Podszedł do lustra. Miał ogromne wory pod oczami, oraz sine i popękane usta.
- Boże jak ja wyglądam... Pomyślał i westchnął równocześnie.
Jego stan z minuty na minute się pogarszał, stąpał on coraz cięższym krokiem. Opierając się ścian poszedł do pomieszczenia sanitarnego. Zajrzał do regału z medykamentami i wziął spirytus. Zdjął opatrunek i polał nim rany postrzałowe. Wydał syk z bólu.
-Kuźwa czemu zawsze to tak musi boleć! Krzyknął ze złością.
Założył nowe bandaże, oraz łyknął 3 ostatnie tabletki przeciwbólowe. Zaczekał, aż zaczną działać i już bardziej pewnym krokiem wyszedł z pomieszczenia sanitarnego, zmierzał do kuchni. Byli tam Patryk, Maniek, Martyna, oraz Wiśnia. Wszyscy spojrzeli na niego, przypatrywali się chwilę, wtem Patryk się odezwał do Michała.
- Człowieku jak ty wyglądasz, co ci jest?
-Nawet nie pytaj, wczoraj dostałem dwie kulki, wdało się okropne zakażenie. A do tego wszystkiego leki się kończą. Myślę, że trzeba będzie niedługo wyruszyć i odnaleźć kolejny jeszcze nie całkowicie zszabrowany szpital.
-Ale przecież, już zebraliśmy wszystko ze szpitali, Wrzesińskich z Poznania i Środy Wielkopolskiej. Powiedział z lekkim zakłopotaniem Maniek
-Wiem, wziąłem to pod uwagę dlatego będzie trzeba wyruszyć gdzieś daleko. Odparł Michał.
- Tylko gdzie do Warszawy? Powiedział sarkastycznie Patryk.
- Tak, właśnie to miałem na myśli.
-Michał, nie mówisz poważnie.
Michał nie odpowiedział, co było znakiem, że jednak mówił prawdę. Wszyscy zaczęli rozmyślać, jak to możliwe, pójść tak daleko na pieszo. Jednocześnie patrzyli na Michała z osłupieniem. Po chwili odezwała się Martyna.
- W lodówce są zastrzyki z morfiną. Chyba ostatnie trzy.
-Skąd je masz? odezwał się lekko poddenerwowany Michał
Nie odpowiedziała.
- Dobra, jeszcze dzisiaj trzeba wyruszyć, tak więc Maniek, Patryk idziecie ze mną, i nie chce słyszeć żadnego słowa sprzeciwu, ruszcie dupę z tego krzesła i zacznijcie się pakować. Odparł stanowczym głosem Michał.
Mężczyźni wstali z krzeseł, i szybkim krokiem poszli do swych pokoi. Wyglądali na przestraszonych i przygniecionych rozmachem tej wyprawy.W głębi duszy nie chcieli iść. panicznie bali się, ale nie chcieli też zawieść Michała. Po chwili podszedł on do lodówki, i zaaplikował sobie zastrzyk morfiny, i otworzył napój energetyczny.
-Mówisz poważnie? Odezwała się z przestrachem Wiśnia.
-Tak, ja teraz nie mam zamiaru żartować, dobrze wiecie, że musiał nadejść ten moment.
-Ale jak my sobie poradzimy? Odparła Martyna
-Przecież idziemy tylko my trzej, a reszta z wami zostaje.
Martyna wiedziała to, jednak przy ich trójce czuła się najbezpieczniej. Próbowała go jeszcze zatrzymywać, ale stwierdziła, że to bez sensu. Zdawała sobie też sprawę z tego, że powoli zaczyna brakować najpotrzebniejszych rzeczy. Może na zewnątrz wyglądała jak kobieta z jajami, ale w głebi duszy była bardzo delikatną, kobietą, która była też jednym wielkim kłębkiem nerwów i wątpliwości. Kolejne sny pogarszały jej stan psychiczny ale doskonale to maskowała i nie dawała znaku, że jest z nią coś nie tak. Nie chciała przysparzać problemów Michałowi, bo w końcu to on zawsze jej doskonale słuchał i dobrze jej radził.
Po rozmowie, wszyscy zamilkli, gdy Michał dopił napój energetyczny zgniótł puszkę, wstał z krzesła i poszedł już wyprostowany i pewnym krokiem do swego pokoju. Wziął ze sobą wszystkie zastrzyki z morfiną. Otworzył drzwi od swojego pokoju i podszedł do odtwarzacza płyt CD. Z szafki wyjął doskonale zachowany egzemplarz płyty zespołu "Tool", album nosił nazwę "Lateralus". Pełna psychodelii piękna, i uspokajająca muzyka, wypełniła jego pokój oraz korytarze schronu. Zaczął codzienną rozgrzewkę. Miała w sobie podstawowe ćwiczenia, a dokładniej pompki, brzuszki i podciąganie na drążku którym, była stara stalowa rura od kanalizacji, która przebiegała wzdłuż jego pokoju. Po dość długiej rozgrzewce otarł pot z czoła i wyjął swój plecak. Najpierw spakował kilka zapasowych rzeczy, następnie bandaże, oraz dzianinę. Potem kilka magazynków, oraz granatów, i filtry do jego maski przeciwgazowej, oraz dwie paczki papierosów. i jego ulubioną zapalniczkę Zippo, którą uprzednio napełnił benzyną. Gdy się spakował założył jego czarne bojówki,i ramoneskę, wdział wypastowane dzień wcześniej glany i zaczął je dokładnie i bardzo mocno wiązać. Do tego wyjął jeszcze jego zmodyfikowany kombinezon Op-1, miał on wstawki kevlarowe oraz balistyczne, które ochraniały jego ciało przed kulami i zadrapaniami, oraz tu i ówdzie rozmieszczone kauczukowe kółka, od desek w celu lepszego przemieszczania się miedzy różnymi szczelinami. Przez te usprawnienia wyglądał nie co śmiesznie, ale jednak były one bardzo użyteczne. Po spakowaniu zaczął dokładnie czyścić i naoliwiać swoją broń. Po tej czynności pewnym krokiem wyszedł z pokoju, i poszedł po Patryka i Mańka.
-Gotowi, do drogi? powiedział optymistycznie Michał
-Zwarci, i pewni siebie. Opowiedzieli już w lepszym humorze.
Gdy ich trójka się zebrała poszli jeszcze po prowiant, oraz pożegnać się z mieszkańcami. Najgorzej przyjeła to Martyna, która w końcu pękła i wybuchła płaczem, rzuciła się na Michała i mocno go przytuliła. Jej łzy skapywały na gumowy kombinezon Michała. Wszyscy się wzruszyli i doskonale zdawali sobie sprawę, że mogą ich widzieć ostatni raz. Jednak Michał, Patryk oraz Maniek pełni humoru i optymizmu, pocieszali Martynę i resztę mieszkańców. Po chwili rozmowy o lekko humorystycznym charakterze poszli do wyjścia.
Wyszli na doskonale znany im plac. Gdy zobaczyli ich wartownicy, zdziwili się. Tego dnia byli nimi tata Martyny i Wiśni. Zapytali się niemal równocześnie trójki niesamowicie wyglądających stalkerów.
-Panowie, a dokąd to się wybieramy?
-Stolica na nas czeka proszę pana. Odparł z uśmiechem Michał.
Po tych słowach odpalił fajkę i poczęstował też nimi wartowników, oraz przyjaciół.
Pożegnali się również z nimi i poszli przed siebie. W pełni wyposażeni, podnieceni stalkerzy czuli entuzjazm i doskonale zdawali sobie sprawę, że jest to ich największa przygoda życia.

łohohoho, zajebiście się to zapowiada :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz